Ilona Pawełoszek

Blog i laboratorium cyfrowych technologii w zarządzaniu

Oddolna cyrkularność: czyli jak kotka Freja prowadzi badania terenowe, a ja odzyskuję co się da

Cyrkularność w teorii brzmi poważnie: strategie, modele, gospodarka obiegu zamkniętego.

U mnie wygląda to zupełnie inaczej.
Zaczyna się od kotki Freji, która prowadzi własne „badania terenowe” w krzakach, a kończy na tym, że odzyskuję surowce porzucone po drodze przez ludzi. W ostatnich miesiącach znacznie ułatwiają to butelkomaty (czy jakkolwiek fachowo ta infrastruktura się nazywa), więc takie mikro-odzyski mają teraz nawet wymierny efekt.

1. Wieczorne spacery, Freja i jej „ulubione krzaki”

Chodzę często na spacery wieczorem, czasem sama, a czasem z moją kotką Freją.
Imię zobowiązuje – powiedzmy tylko, że charakter ma absolutnie godny swojej mitycznej patronki, choć zamiast rydwanu zaprzężonego w skrzydlate koty, wybiera chodnik i krzaki w okolicy.

Spacerujemy bez smyczy (dla naszej wspólnej godności), ale Freja zawsze trzyma się niedaleko i odpowiada na wołanie krótkim, pytającym „mraa?”.
Swoje ulubione krzaki ma – jak każdy szanujący się kot — wybrane z precyzją i konsekwencją naukowca terenowego.

I niestety, te krzaki pełnią w mieście drugą, nieformalną funkcję.
Wiosną piękne, zielone i dekoracyjne.
Zimą – nagle pokazują, co przez cały rok „dyskretnie” w nich lądowało: opakowania po napojach, plastikowe buteleczki, kapsle, różne drobiazgi.

Nie jestem MPO, więc nie zbieram wszystkiego.
Ale czasem podnoszę to, co można jeszcze odzyskać i oddać do automatu, żeby wróciło do obiegu – takie małe, praktyczne zero waste „przy okazji”.

A że butelkomaty drukują kupon na parę groszy, to po sześciu dniach takich spacerów uzbiera się… akurat na paczkę jajek (ekologicznych rzecz jasna, bo cyrkularność zobowiązuje 😉)

Freja bada teren, ja odzyskuję to, co ma sens odzyskać.
Każda robi swoje.

(Tak, kanapa z tyłu też jest z odzysku — fragment wyrzuconego narożnika. Naprawiłam sprężyny, dodałam nóżki i… koty natychmiast uznały go za swoją własność. Ślady kociego użytkowania są widoczne 😉)

2. Grupy typu „Uwaga Śmieciarka Jedzie” – zero waste w najczystszej formie

Jeśli istnieje w Polsce jakieś naprawdę skuteczne narzędzie cyrkularności, to nie jest to aplikacja mobilna.
To jest grupa na Facebooku.

„Uwaga, Śmieciarka Jedzie” działa jak Uber dla rzeczy – tylko za darmo, bez reklam i bez prowizji.
Ktoś wystawia donice, ktoś drapak, ktoś roślinę, ktoś półkę, ktoś talerze, albo nawet antyramę.
I rzeczy znikają w tempie ekspresowym.

Zasady są genialnie proste:

  • mam – oddaję,
  • potrzebuję – biorę,
  • nie potrzebuję – scrolluję dalej.

Wielokrotnie widziałam:

  • drapaki znikające w 30 sekund,
  • rośliny znikające szybciej niż chleb przed świętami u Musiorskiego,
  • doniczki „rezerwowane” zanim zdążysz przewinąć komentarze.

I nie ma tu żadnego greenwashingu, żadnych „eko-naklejek”.
Tylko czysta, uczciwa cyrkulacja rzeczy — oddolna, ludzka, skuteczna.

3. Foodsharing – zero waste dla tych, którzy nie lubią gotować (czyli mnie)

Są też grupy, gdzie ludzie oddają jedzenie.
Kiedyś odebrałam trzy słoiki domowej zupy – zupełnie szczerze: nie dlatego, że musiałam, tylko dlatego, że nie lubię gotować, a zupa wyglądała na rewelacyjną.

I to jest właśnie urok foodsharingu:

  • ktoś ma nadmiar,
  • ktoś inny akurat skorzysta,
  • i żadne jedzenie się nie marnuje.

Bez aplikacji, bez opłat, bez tajemniczych paczek, w których nie wiadomo, co znajdziesz.

4. Zero waste w wersji sklepowej – czyli greenwashing z twistem

Dla kontrastu mamy rozwiązania komercyjne:

Too Good To Go

W teorii: ratujemy żywność.
W praktyce: „mystery box” z losową zawartością i poczuciem obowiązku zjedzenia czegoś, czego normalnie byśmy nie kupili.

Siatki warzyw/owoców w Lidlu

Brzmi jak ekologiczna misja.
Marketing mówi: „ratujemy żywność”.
Praktyka: „wrzuciliśmy ci wszystko do jednego worka – radź sobie”.

To subtelne przerzucanie odpowiedzialności na klientów: kup więcej, niż potrzebujesz, a jeśli się zmarnuje, to przecież Twoja decyzja.

Oddolne grupy cyrkularności działają dokładnie odwrotnie – tam bierzesz tylko to, czego naprawdę potrzebujesz.

5. Zamykanie altan śmietnikowych: ekologiczna ironia naszych czasów

Wiele osiedli inwestuje teraz w eleganckie, zamykane na klucz altany śmietnikowe.
Estetycznie – świetnie.
Ekologicznie – odwrotnie.

Zamknięta altana oznacza:

  • brak dostępu do rzeczy, które mogłyby jeszcze znaleźć nowego właściciela,
  • koniec oddolnego odzysku,
  • większe marnotrawstwo,
  • a często też śmieci porzucane obok, bo mieszkańcom zwyczajnie nie chce się szukać klucza.

W efekcie to, co miało „uporządkować przestrzeń”, blokuje realną cyrkulację rzeczy.
Na grupach typu Uwaga, Śmieciarka Jedzie ludzie regularnie narzekają, że zamknięte wiaty zabijają freecycling — bo nie można już łatwo wystawić ani uratować rzeczy, które jeszcze komuś by posłużyły.

Idealnie czyste altany… i bardziej zaśmiecone otoczenie.
Ekologiczna ironia w czystej postaci.

6. Częstochowa jako ekosystem obiegu rzeczy

Moja okolica jest pełna miejsc do zbadania.
I to wszystko można by nawet przeanalizować naukowo:

  • sklepy 24/7 → statystycznie najwyższe stężenie puszek i butelek,
  • Żabki przy osiedlowych skwerach → zawsze coś leży, zawsze coś „w obiegu”,
  • okolice Auchan i przystanki autobusowe → ruch jak na giełdzie: rzeczy pojawiają się i znikają w zadziwiającym tempie.

A przecież do tego dochodzi jeszcze internet.
Posty #oddam na Facebooku mają lokalizacje.
Wystarczy je zamienić na punkty i można zrobić mapę Częstochowy pokazującą, gdzie jakie rzeczy krążą najintensywniej — od doniczek i drapaków po rośliny i małe AGD.

Warstwę dzielnic w SHP mam już gotową z wcześniejszego projektu akademickiego.
Więc prędzej czy później taka mapa powstanie — z pełną powagą nauki i absolutnie niepoważnym materiałem badawczym.

7. Podsumowanie: zero waste robią ludzie, nie aplikacje

Po tych wszystkich spacerach z Freją, wglądach w krzaki i przeglądaniu wpisów typu #oddam widzę jedno:

Zero waste to nie aplikacja.
Zero waste to ludzie.

Ci, którzy oddają drapaki, rośliny, talerze, książki, zupy i donice.
Ci, którzy biorą, zamiast kupować nowe.
I ci, którzy — jak ja — podczas spaceru odzyskują to, co można odzyskać i co nie powinno leżeć w najpiękniejszych miejskich zakamarkach.

To właśnie jest prawdziwa cyrkularność.
Nie głośna, nie spektakularna — ale za to skuteczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *