Ilona Pawełoszek

Blog i laboratorium cyfrowych technologii w zarządzaniu

Od intuicji do krajobrazu: eksperyment wizualny z wyborem tematu artykułu

Ilustracja przedstawiająca osobę stojącą na rozdrożu przed kilkoma górskimi szczytami o różnej wysokości i nachyleniu, jako metafora wyboru i wysiłku.

Dziś przyszła mi do głowy koncepcja artykułu badawczego, który wydał mi się naprawdę interesujący. Temat był bliski temu, czym się faktycznie zajmuję i co mnie ciekawi. Dane dałoby się zebrać bez większego problemu — choć ich przygotowanie wymagałoby czasu i porządnej obróbki.

I wtedy pojawił się dobrze znany problem: nie potrafiłam wskazać żadnej konferencji, do której ten temat sensownie by pasował. Nie był to więc problem jakości pomysłu ani wykonalności badań, lecz raczej kwestia „lokalizacji” — znalezienia miejsca w istniejącej strukturze konferencji, ścieżek tematycznych i oczekiwań recenzentów.

Zdałam sobie wtedy sprawę, że wybór tematu artykułu rzadko jest prostą decyzją. Częściej wynika z napięcia między kilkoma czynnikami: tym, co nas naprawdę interesuje, realnym nakładem pracy oraz tym, czy istnieje przestrzeń, w której dany temat da się zaprezentować. Ponieważ te elementy zwykle rozważamy intuicyjnie, „w głowie”, trudno je ze sobą porównać. Pomyślałam więc, że spróbuję zobaczyć ten problem dosłownie — narysować go i sprawdzić, czy da się ten proces decyzyjny uchwycić w formie wizualnej.

Od intuicji do tabeli

Pierwszym krokiem było uporządkowanie intuicji. Zamiast rozważać wszystko jednocześnie, postanowiłam rozpisać problem w możliwie prosty sposób. Przyjęłam kilka hipotetycznych tematów artykułów — bez odnoszenia się do konkretnych badań czy rzeczywistych projektów — i opisałam je za pomocą kilku kryteriów, które wcześniej pojawiały się jedynie w rozważaniach „w głowie”.

Każdy z tematów otrzymał więc subiektywną ocenę tego, jak bardzo jest dla mnie interesujący, jakiego nakładu pracy by wymagał oraz na ile łatwo byłoby znaleźć dla niego miejsce publikacji. Dodatkowo uwzględniłam przybliżony koszt publikacji, rozumiany szeroko — nie tylko jako opłaty konferencyjne czy wydawnicze, ale również jako koszty organizacyjne, czasowe i logistyczne.

Świadomie zdecydowałam się na dane przykładowe i subiektywne. Celem nie było przeprowadzenie analizy empirycznej ani stworzenie algorytmu decyzyjnego, lecz sprawdzenie, czy taki sposób opisu problemu w ogóle nadaje się do dalszej wizualizacji. Tabela miała być jedynie szkicem — punktem wyjścia do zobaczenia relacji między kryteriami, a nie ich ostateczną oceną.

Poniższa tabela nie przedstawia rzeczywistych danych ani konkretnych tematów badawczych. Została stworzona wyłącznie jako roboczy szkic, który miał pomóc mi sprawdzić, czy intuicyjne kryteria wyboru tematu da się uporządkować i później przełożyć na formę wizualną.

topiclovelabourlocation_fitcost
T19.06.50.204.0
T27.53.00.852.0
T38.58.00.407.5
T46.02.50.901.5
T59.59.00.106.0
T65.53.50.953.0
T77.05.00.605.0
T88.04.00.756.5
T96.57.50.304.5
T107.84.50.802.5

Od tabeli do krajobrazu

Mając tabelę, kolejnym krokiem było zastanowienie się, jak przełożyć te liczby na formę wizualną w sposób, który nie byłby jedynie kolejnym wykresem. Zależało mi nie tyle na precyzyjnej prezentacji wartości, co na uchwyceniu relacji i napięć między kryteriami — takich, które zwykle wyczuwamy intuicyjnie, ale rzadko widzimy jednocześnie.

Do eksperymentu wykorzystałam Pythona, traktując go nie jako narzędzie analityczne, lecz raczej jako „środowisko do szkicowania”. Interesowało mnie, czy da się zbudować prostą metaforę przestrzenną, w której każdy z wymiarów decyzyjnych miałby własny, czytelny odpowiednik wizualny. Wysokość obiektów zaczęła więc reprezentować atrakcyjność tematu, rozmiar podstawy — nakład pracy, kolor — dopasowanie do możliwych miejsc publikacji, a położenie w poziomie — koszt związany z publikacją.

Początkowo naturalnym pomysłem była gładka powierzchnia przypominająca krajobraz geograficzny. Szybko jednak okazało się, że taki zabieg sugerowałby ciągłość danych, której w rzeczywistości nie było. Ponieważ pracowałam na skończonej liczbie hipotetycznych tematów, zdecydowałam się na formę dyskretną — zestaw ostrosłupów rozmieszczonych w przestrzeni. Każdy z nich reprezentował jeden potencjalny temat artykułu.

To rozwiązanie okazało się zaskakująco trafne. Zamiast myśleć o tematach jako o punktach na wykresie, zaczęłam postrzegać je jak górskie szczyty. Jedne z nich są wysokie, ale prowadzi do nich łagodne podejście — wymagają czasu i konsekwencji, lecz nie przeciążają na żadnym etapie pracy. Inne z kolei nie imponują wysokością, a mimo to okazują się trudne do zdobycia, bo podejście jest strome i męczące. W tej metaforze wysokość oddaje atrakcyjność tematu, natomiast nachylenie zbocza — realny wysiłek potrzebny, by się nim zająć. Kolor natomiast szybko ujawnia, czy dany „szczyt” leży w obszarze, do którego prowadzą wyraźne szlaki publikacyjne, czy raczej pozostaje atrakcyjny, ale słabo dostępny.

W efekcie powstał nie tyle wykres, ile krajobraz decyzyjny — obraz, który nie podpowiada jednoznacznych odpowiedzi, ale pozwala zobaczyć kompromisy, jakie zwykle podejmujemy nieświadomie.

Poniższy rysunek przedstawia efekt tego eksperymentu — próbę przełożenia kilku kryteriów decyzyjnych na metaforyczny krajobraz, w którym każdy temat artykułu staje się osobnym „szczytem”.

Animowana wizualizacja 3D przedstawiająca metaforyczny krajobraz decyzyjny z kilkoma górskimi szczytami o różnej wysokości i nachyleniu, symbolizującymi wybór tematu artykułu.
Krajobraz decyzyjny — wizualna metafora wyboru tematu artykułu
Każdy ostrosłup reprezentuje jeden hipotetyczny temat. Wysokość odpowiada atrakcyjności tematu, nachylenie zboczy — nakładowi pracy, kolor — dopasowaniu do potencjalnych miejsc publikacji, a położenie w poziomie — kosztowi publikacji. Rysunek ma charakter eksploracyjny i służy wyłącznie ilustracji relacji między kryteriami.

Ten eksperyment nie miał na celu wskazania „najlepszego” tematu ani stworzenia narzędzia do podejmowania decyzji. Chodziło raczej o zatrzymanie się na chwilę i zobaczenie relacji, które zwykle pozostają ukryte w intuicji. Wizualizacja nie rozwiązuje dylematów — ale pozwala je nazwać i osadzić w szerszym kontekście.

Najciekawsze było dla mnie uświadomienie sobie, że tematy, które najbardziej mnie interesują, rzadko są jednocześnie tymi najłatwiejszymi do realizacji i publikacji. Natomiast tematy rozsądne i dobrze osadzone rzadko są tymi, które najbardziej pociągają. Tego rodzaju kompromisy podejmujemy na co dzień, często bez ich pełnej świadomości. Zobaczenie ich w formie krajobrazu sprawia, że stają się bardziej namacalne.

Ten wpis jest przede wszystkim zapisem procesu myślenia — notatką z eksperymentu, do której będzie można wrócić później. Być może przy kolejnym wyborze tematu artykułu spojrzę na niego jak na górski szczyt: nie tylko pod kątem wysokości, ale także drogi, którą trzeba będzie do niego dojść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *