We wrześniu 2023 roku pojechałam z koleżanką – panią profesor – na serię zaproszonych wykładów do Indii. W ciągu kilku dni odwiedziłyśmy kilka uczelni i ośrodków badawczych: Gulzar Group of Institutions w Khannie, Lloyd Institute of Engineering & Technology w Greater Noida, SRM University w Ghaziabad oraz GLA University w Mathurze. Byłam tam keynote speakerem, panelistką i gościem akademickim – tempo było szalone: konferencja, wykład, trzygodzinny przejazd, kolejne wystąpienie i znów zmiana miasta.
Jednak najbardziej zapadło mi w pamięć coś zupełnie innego niż naukowe dyskusje.
Temperatura.
Na zewnątrz – 38–40°C, wilgotność jak w szklarni, upał lejący się z nieba.
W środku – lodówka.
Usługi transportowe w Indiach są bardzo tanie, więc podczas dwutygodniowego pobytu korzystałyśmy z wielu kierowców i samochodów. Co ciekawe, niezależnie od tego, kto po nas przyjeżdżał – schemat był identyczny:
👉 wychodzisz z tropikalnego upału → otwierasz drzwi auta → i wchodzisz do kabiny schłodzonej do 18–20°C.
Dla mnie, osoby z europejskim progiem komfortu termicznego i wrażliwymi zatokami, było to doświadczenie zdecydowanie bardziej ekstremalne niż przesiadki między miastami, jet lag czy wystąpienia na dużych aulach.
I nie był to pojedynczy przypadek.
Kilka miesięcy wcześniej, w maju 2023 roku, jako keynote speaker na konferencji SIMDTE w Bahrajnie, miałam identyczną sytuację:
w hotelu trzęsłam się z zimna, mimo że na zewnątrz było 40°C.
Nie wzięłam rajstop („przecież jadę na Półwysep Arabski, musi być gorąco”), a okazało się, że jedynym miejscem, gdzie naprawdę mogłam się ogrzać, był… parking pod gołym niebem.
Te dwa wyjazdy nauczyły mnie znacznie więcej o różnicach kulturowych w postrzeganiu komfortu, niż mogłabym kiedykolwiek przeczytać w podręcznikach.
Dlaczego mieszkańcy Indii czy Bahrajnu nie marzną, gdy ja marznę?
To pytanie zadawałam sobie codziennie.
I z czasem zaczęłam dostrzegać, że to nie jest kwestia „odporności” czy „widzimisię”, ale złożonej kombinacji fizjologii, klimatu i kultury.
1. Adaptacja biologiczna – ich ciało działa inaczej niż nasze
Osoby żyjące w bardzo gorącym klimacie przez lata wykształcają inną reakcję termoregulacyjną:
- punkt komfortu jest niższy
- ciało efektywniej radzi sobie z ciepłem
- chłód jest odbierany jako ulga, a nie zagrożenie
- nagłe schłodzenie nie powoduje u nich stanów zapalnych
Wyobraź sobie, że przez większą część roku organizm pracuje w 35–45°C.
Dla takiego ciała wejście do 19°C to coś jak wejście do klimatyzowanego sklepu latem w Polsce.
Dla europejskiego organizmu – to jest szok termiczny.
2. Wilgotność jest ważniejsza niż sama temperatura
To nie 20°C Cię „dobija”.
To gwałtowny spadek wilgotności:
- na zewnątrz: 38°C i wilgotność 80%
- w środku: 20°C i wilgotność 30%
Nasze zatoki reagują natychmiast:
- obkurczenie naczyń
- wysuszenie śluzówek
- ból głowy
- stan zapalny
Mieszkańcy Indii i krajów Zatoki mają układ oddechowy przystosowany do funkcjonowania w zmiennej wilgotności i ich ciało znosi takie różnice dużo lepiej.
3. Strój tworzy „barierę termiczną”
Miejscowe kobiety w abajach, tunikach i hijabach mają naturalną warstwę ochronną.
W klimatyzacji działa to trochę jak narzuta – nie odczuwasz gwałtownego chłodzenia.
Europejki przychodzą często w:
- krótkich rękawkach,
- cienkich sukienkach,
- sandałach,
- bez warstw.
W takim zestawie 20°C z silnej klimatyzacji jest odczuwalne jak 14°C.
4. Kultura komfortu jest… odwrotna
To jeden z najciekawszych aspektów.
W Europie:
komfort = 22–24°C
ciepłe wnętrze = troska
W Indiach, ZEA, Katarze, Bahrajnie:
komfort = 19–21°C
mocna klimatyzacja = luksus i wysoki standard obsługi
Kierowca, który ustawi klimę na 20°C, naprawdę uważa, że robi to dla Twojego dobra.
Jeśli poprosisz: „Could you set it to 25°C?”,
zwykle patrzy ze szczerym zdziwieniem – bo dla niego to oznacza obniżenie jakości usługi.
5. Co mówi literatura naukowa?
I nie – nie tylko ja to obserwuję.
Badania również potwierdzają, że kulturowe tło ma ogromny wpływ na postrzeganie komfortu termicznego:
- Przegląd badań kulturowych nad temperaturą (Naheed 2021):
https://www.mdpi.com/2071-1050/13/16/9080 - Percepcja letniej pogody a region geograficzny (przykład Polski):
https://link.springer.com/article/10.1007/s00484-023-02455-x - Klimat a zachowania kulturowe – szeroki kontekst kulturoznawczy:
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC2800797/
To świetne źródła uzupełniające tematykę dla osób zainteresowanych szerszym kontekstem.
Implikacje dla komunikacji międzykulturowej
Współczesne organizacje – szczególnie rozproszone i globalne – często podkreślają znaczenie:
- różnic językowych,
- różnic w stylu pracy,
- różnic w ekspresji emocji,
- różnic w hierarchii.
A tymczasem… komfort termiczny bywa równie kluczowy, choć pozostaje niewidoczny.
Jak zauważa literatura (np. Naheed 2021), odmienne strefy klimatyczne kształtują różne „punkty komfortu” w temperaturze otoczenia.
To z kolei wpływa na:
- zdolność koncentracji,
- samopoczucie,
- poziom stresu,
- odbiór troski i profesjonalizmu,
- jakość dyskusji i prezentacji.
W praktyce oznacza to, że projektowanie międzynarodowych spotkań wymaga również projektowania temperatury.
Kilka rekomendacji dla organizatorów:
- Zróżnicowane strefy termiczne
W sali konferencyjnej 1–2 stopnie różnicy potrafią zdziałać cuda. - Możliwość regulacji klimatyzacji lub zmiany miejsca
Osoba z Europy powinna móc usiąść z dala od bezpośredniego nawiewu. - Otwartość na komunikację potrzeb
Prosty komunikat: „Air too cold gives me sinus problems” działa lepiej niż „Please turn it off”. - Uświadamianie różnic kulturowych
W wielu kulturach chłód = luksus, więc warto mówić o tym wprost.
Komfort termiczny nie jest spektakularnym tematem.
Nikt nie omawia go na plenarnych sesjach o zarządzaniu.
A jednak wpływa na współpracę równie mocno jak różnice komunikacyjne.
I może właśnie dlatego warto o nim mówić.


Dodaj komentarz