Ilona Pawełoszek

Blog i laboratorium cyfrowych technologii w zarządzaniu

Przemoc formalna w erze AI: dlaczego automatyzacja chroni pracę intelektualną

Kobieta siedząca przed dwoma monitorami komputerowymi. Na jednym jest bardzo skomplikowany formularz a na drugim przejrzysty interfejs asystenta AI

W organizacjach opartych na wiedzy (np. uczelniach) coraz większą część pracy zajmują nie działania twórcze, lecz czynności formalne: formatowanie dokumentów, dostosowywanie treści do zmieniających się wzorów, wypełnianie szablonów i checklist. Gdy forma zaczyna dominować nad treścią, a drobne uchybienia proceduralne generują nieproporcjonalne koszty czasu i energii, pojawia się zjawisko, które określam jako przemoc formalną. W tym kontekście sztuczna inteligencja nie jest zagrożeniem dla pracy intelektualnej, lecz narzędziem, które pozwala ją chronić — redukując obciążenia formalne i przywracając uwagę tam, gdzie powinna być od początku: do myślenia, analizy i tworzenia.

Przemoc formalna jako koszt uboczny organizacji opartych na wiedzy

W organizacjach opartych na wiedzy (np. uczelniach) formalizacja jest nieunikniona. Programy studiów muszą mieć określoną strukturę, publikacje — jednolity format, a dokumentacja dydaktyczna i badawcza — spełniać coraz bardziej szczegółowe wymogi proceduralne. Standaryzacja sama w sobie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy forma zaczyna funkcjonować autonomicznie, odrywając się od sensu działań, które miała porządkować.

W praktyce oznacza to sytuacje, w których:

  • poprawność merytoryczna tekstu schodzi na dalszy plan wobec drobnych uchybień formalnych,
  • znaczna część pracy intelektualnej jest zużywana na dostosowywanie treści do zmieniających się szablonów,
  • błędy o charakterze technicznym generują napięcia, frustrację i nieproporcjonalne koszty czasu.

To właśnie ten mechanizm określam roboczo mianem przemocy formalnej. Nie jest to przemoc intencjonalna ani personalna. Nie polega na świadomym „karaniu” autorów czy dydaktyków. Ma charakter systemowy i proceduralny — działa poprzez normy, formaty i standardy, które są przedstawiane jako neutralne, a w praktyce potrafią silnie ingerować w codzienną pracę poznawczą.

Istotą przemocy formalnej nie jest sama obecność reguł, lecz brak proporcji między wagą uchybienia a jego konsekwencjami. Gdy brak wyróżnienia określonego fragmentu tekstu, nieaktualny wzór tabeli czy drobna niespójność bibliograficzna stają się powodem zwrotu dokumentu lub długotrwałych poprawek, forma przestaje pełnić funkcję pomocniczą. Zaczyna natomiast działać jako narzędzie kontroli, które pochłania uwagę, energię i zasoby poznawcze.

W tym sensie przemoc formalna nie obniża bezpośrednio jakości wiedzy, lecz zmniejsza efektywność jej wytwarzania. To ważne rozróżnienie, zwłaszcza w kontekście zarządzania organizacjami wiedzy. Koszty formalizmu są bowiem ponoszone nie tylko przez jednostki, ale przez cały system: spada tempo pracy, rośnie zmęczenie poznawcze, a uwaga przesuwa się z treści na zgodność z procedurą.

I właśnie w tym miejscu pojawia się sztuczna inteligencja — nie jako konkurent dla pracy intelektualnej, lecz jako narzędzie, które pozwala amortyzować skutki nadmiernego formalizmu.

Gdzie formalizm zaczyna boleć – kilka przykładów z praktyki

Kiedy myślę o przemocy formalnej, wracam do bardzo konkretnych sytuacji z własnej pracy akademickiej. Nie do spektakularnych konfliktów czy jawnych sporów, lecz do drobnych, powtarzalnych doświadczeń, które z czasem zaczynają kumulować zmęczenie i frustrację.

Pamiętam jedną z pierwszych sytuacji, gdy artykuł przygotowany do monografii został mi odesłany do poprawek — nie ze względu na treść, lecz na formatowanie bibliografii. Poprawiłam ją, ale najwyraźniej nie wystarczająco dokładnie. W efekcie redaktorka tomu musiała wprowadzać korekty sama, co wywołało napięcie i — jak dowiedziałam się później — sporo niezadowolenia. Przez długi czas czułam z tego powodu dyskomfort, a nawet unikałam kontaktu na konferencjach.

Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że nie była to porażka merytoryczna. To była sytuacja, w której koszt drobnych uchybień formalnych okazał się nieproporcjonalnie wysoki — emocjonalnie i relacyjnie. Bibliografia stała się nie narzędziem porządkującym wiedzę, lecz punktem zapalnym, który przesłonił sens samej pracy badawczej.

Podobny mechanizm obserwuję w pracy dydaktycznej, szczególnie przy przygotowywaniu sylabusów. Zmieniające się wzory dokumentów, nowe układy tabel i kolejne wersje formularzy sprawiają, że znaczną część czasu pochłania nie projektowanie zajęć, lecz dopasowywanie treści do formatu. Jednym z najbardziej czasochłonnych elementów jest przyporządkowywanie efektów kształcenia do długich, centralnie zdefiniowanych list — często bardzo ogólnych i słabo dopasowanych do specyfiki konkretnego przedmiotu.

W praktyce oznacza to wielokrotne przeglądanie tych samych zestawów efektów, szukanie „najmniej nieadekwatnego” sformułowania i ręczne wypełnianie tabel, które niewiele wnoszą do realnej jakości nauczania. Gdy dodatkowo dokument zostaje zwrócony do poprawy z powodu braku wyróżnienia określonego fragmentu czy niezgodności układu, trudno oprzeć się wrażeniu, że forma zaczyna dominować nad treścią, a praca dydaktyczna zostaje sprowadzona do spełniania wymogów proceduralnych.

Wszystkie te sytuacje łączy jedno: nie podważają one sensu istnienia reguł ani potrzeby standaryzacji. Pokazują jednak, że w pewnym momencie formalizm przestaje pełnić funkcję wspierającą, a zaczyna generować koszty, które są niewidoczne w oficjalnych procedurach — koszty czasu, uwagi i energii intelektualnej.

To właśnie w odpowiedzi na te doświadczenia coraz wyraźniej dostrzegam rolę sztucznej inteligencji — nie jako narzędzia zastępującego myślenie, lecz jako mechanizmu redukującego tarcie między treścią a formą.

Sztuczna inteligencja jako amortyzator formalizmu

W tym miejscu pojawia się pytanie, które coraz częściej sobie zadaję: co tak naprawdę zmieniło się w mojej pracy w ostatnich latach, że podobne sytuacje dziś rzadziej generują napięcie, stres czy poczucie straty czasu? Odpowiedź jest prosta: zmienił się koszt obsługi formalizmu.

Sztuczna inteligencja nie usuwa reguł, nie kwestionuje procedur i nie „obchodzi systemu”. Działa raczej jak amortyzator — przejmuje na siebie te elementy pracy, które są czysto techniczne, powtarzalne i nie wnoszą wartości poznawczej. Dzięki temu formalne wymogi przestają dominować nad treścią.

Najlepiej widać to na przykładzie formatowania bibliografii. To zadanie, które przez lata było wyjątkowo czasochłonne i podatne na drobne błędy: kropki, przecinki, kolejność inicjałów, zapis tytułów czy nazw czasopism. Dziś dostosowanie bibliografii do konkretnego stylu wydawniczego zajmuje kilka minut. Co istotne, nie zmienia to doboru literatury ani jej jakości — zmienia jedynie sposób jej zapisu. Konflikty i napięcia, które kiedyś narastały wokół formatu, po prostu znikają.

Podobnie jest z dokumentacją dydaktyczną. Przyporządkowywanie efektów kształcenia do długich list efektów ogólnych nie staje się dzięki AI bardziej sensowne merytorycznie — ale staje się znacznie mniej obciążające poznawczo. Zamiast ręcznego przeszukiwania tabel i wielokrotnego kopiowania kodów, możliwe jest szybkie dopasowanie treści, a następnie skupienie się na tym, co faktycznie istotne: konstrukcji zajęć, metodach pracy ze studentami czy spójności programu.

W tym sensie AI nie zwiększa formalizmu. Wręcz przeciwnie — neutralizuje jego najbardziej opresyjny aspekt, czyli pochłanianie uwagi i energii intelektualnej. Praca badawcza i dydaktyczna nie staje się przez to „łatwiejsza” w sensie merytorycznym. Staje się natomiast bardziej odporna na drobne, proceduralne zakłócenia, które wcześniej potrafiły zdominować cały proces.

To przesunięcie jest kluczowe. Dzięki AI formalne wymagania przestają być źródłem ciągłego napięcia, a zaczynają pełnić funkcję, do której pierwotnie zostały stworzone: ramy organizacyjnej, a nie narzędzia kontroli.

Dopiero w takim kontekście można sensownie zapytać, co właściwie oznacza „odpowiedzialne” wykorzystanie AI w organizacjach opartych na wiedzy — i dlaczego obawy o utratę jakości pracy intelektualnej często mijają się z realnym doświadczeniem.

Formalizm jako stary problem w nowym kontekście

Choć pojęcie przemocy formalnej formułuję tutaj jako robocze i osadzone w konkretnych doświadczeniach współczesnych organizacji wiedzy, sam mechanizm nie jest nowy. Wręcz przeciwnie — był wielokrotnie opisywany w klasycznych teoriach społecznych, choć pod innymi nazwami i z różnych perspektyw.

Z perspektywy Maxa Webera nadmierny formalizm jest naturalnym skutkiem rozwoju racjonalno-legalnej biurokracji. Procedury, formularze i standardy mają zapewniać porządek i przewidywalność, ale z czasem zaczynają funkcjonować autonomicznie — niezależnie od sensu działań, które miały wspierać. To, co pierwotnie miało ułatwiać zarządzanie, przekształca się w system, który sam generuje obciążenia.

Michel Foucault zwracał z kolei uwagę na to, że nowoczesna władza działa przede wszystkim poprzez drobne techniki dyscypliny i normalizacji. Dokumentacja, klasyfikacje, egzaminy czy standardy nie muszą nikogo jawnie karać, aby skutecznie kształtować zachowania. Wystarczy, że wyznaczają normę, wobec której jednostki same zaczynają się kontrolować i korygować.

Z kolei Pierre Bourdieu opisywał podobne mechanizmy w kategoriach przemocy symbolicznej — sytuacji, w których pozornie neutralne reguły i style działania prowadzą do utrwalania hierarchii. W akademii formalizm nie dotyka wszystkich jednakowo. Łatwiej radzą sobie z nim ci, którzy od dawna funkcjonują w danym polu i posiadają odpowiedni kapitał instytucjonalny.

W tym sensie przemoc formalna nie jest ani anomalią, ani efektem złej woli konkretnych osób. Jest przewidywalnym skutkiem działania złożonych systemów organizacyjnych, w których forma stopniowo zaczyna dominować nad treścią. To, co nowe, nie dotyczy samego zjawiska — lecz sposobów radzenia sobie z jego konsekwencjami. I właśnie w tym miejscu pojawia się rola sztucznej inteligencji.

Co dalej? AI jako cichy standard pracy wiedzy

Obecnie wykorzystanie sztucznej inteligencji w pracy akademickiej i dydaktycznej funkcjonuje głównie jako cicha praktyka. Narzędzia AI są używane powszechnie, ale nieformalnie — bez oficjalnych rekomendacji, bez procedur i bez jednoznacznego umocowania w regulacjach. Nikt nie wpisuje w wytycznych redakcyjnych, że warto użyć AI do poprawnego sformatowania bibliografii. Nikt nie zaleca automatycznego mapowania efektów kształcenia do treści sylabusa. A jednak dokładnie te czynności są dziś coraz częściej wykonywane w ten sposób.

Ta niejawność nie wynika z braku użyteczności narzędzi, lecz z niedopasowania systemowego. Formalne procedury powstają wolniej niż praktyki pracy wiedzy. W efekcie AI wypełnia lukę między rosnącą złożonością wymogów formalnych a ograniczonymi zasobami czasu i uwagi osób, które te wymogi muszą spełniać.

W perspektywie kilku lat trudno sobie wyobrazić, aby ten stan rzeczy nie uległ zmianie. Jeśli sztuczna inteligencja stanie się standardowym narzędziem obsługi formalizmu — tak jak edytory tekstu, systemy zarządzania bibliografią czy platformy e-learningowe — to rola formalnych wymogów również będzie musiała zostać przemyślana na nowo. Nie po to, by je zlikwidować, lecz by jasno oddzielić to, co wymaga ludzkiego osądu, od tego, co może zostać zautomatyzowane.

Możliwe są co najmniej dwa scenariusze. W pierwszym formalizm pozostanie niezmieniony, a AI będzie pełnić rolę nieoficjalnego „bufora”, który pozwala przetrwać w coraz bardziej sformalizowanym środowisku. W drugim — bardziej dojrzałym — automatyzacja zostanie wprost wpisana w procesy organizacyjne, a korzystanie z AI do obsługi czynności technicznych stanie się normą, a nie wyjątkiem.

W tym drugim scenariuszu zmienia się także sposób myślenia o jakości pracy intelektualnej. Przestaje ona być oceniana przez pryzmat perfekcyjnej zgodności formalnej, a zaczyna być mierzona jakością decyzji, spójnością koncepcji i zdolnością do refleksji. AI nie zastępuje wtedy myślenia, lecz chroni je przed rozproszeniem przez nadmiar procedur.

Jeśli tak się stanie, przemoc formalna nie zniknie całkowicie — bo formalizm jest nieodłącznym elementem złożonych organizacji. Może jednak zostać istotnie zredukowana, a jej najbardziej kosztowne skutki — zneutralizowane. Paradoksalnie to właśnie sztuczna inteligencja, często postrzegana jako zagrożenie dla pracy intelektualnej, może okazać się narzędziem, które pozwoli ją zachować tam, gdzie jest najbardziej potrzebna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *